Joanna Januszewska-Jurkiewicz
Burzliwe lata osiemdziesiąte - wprowadzenie do dokumentów z archiwum SB. Szkic próbny

Wprowadzenie stanu wojennego stanowiło ważną cezurę w pracy harcerskiej. W Gliwicach stan wojenny uderzył w zaawansowany proces „odnowy” harcerstwa. Gliwicki hufiec w stopniu większym niż wiele innych jednostek chorągwi katowickiej opierał się naciskom ideologicznym i umasowieniu w latach siedemdziesiątych. Tu powstał też pierwszy na Śląsku Krąg Instruktorów Harcerskich im. A. Małkowskiego (KIHAM), ogniwo ogólnopolskiej struktury, dążącej do przywrócenia w harcerstwie tradycyjnych wartości: społecznego charakteru służby instruktorskiej, wychowania opartego na tradycyjnym ideale zawartym w Prawie i Przyrzeczeniu, zerwania z upolitycznieniem harcerstwa. W wyniku konferencji sprawozdawczo –wyborczej, od listopada 1980 r. na czele hufca stał instruktor spoza „aparatu” politycznego, pełniący funkcję społecznie – hm. Andrzej Jaśniok. Na przestrzeni roku 1981 dochodziło do manifestacyjnego i spontanicznego udziału umundurowanych harcerzy w nabożeństwach (na przykład w mszy zamówionej przez „Solidarność” i NZS 3 maja 1981 r. a także podczas akcji letniej), co nie uszło uwadze instancji partyjnych.


3_maja_1981.JPG




3_maja_jeszcze_raz.jpg












Sokół_poświęcenie_sztandaru.jpeg



Znaczna część instruktorów opowiadała się za przywróceniem tradycyjnej roty Przyrzeczenia Harcerskiego w miejsce zobowiązującej harcerzy do „wierności sprawie socjalizmu”. Uchwałę w tej sprawie podjęła znaczną większością głosów Rada Hufca na tydzień przed wprowadzeniem stanu wojennego 6 grudnia 1981 r.
Po wprowadzeniu stanu wojennego, wśród członków KIHAM Gliwice uwidoczniły się zasadniczo dwie postawy. Część instruktorów za priorytet przyjęła kontynuowanie pracy w swoich środowiskach, tak, by nie zagubić ideałów Sierpnia i tego, co udało się uzyskać na drodze „odnowy” harcerstwa. Tak program zadeklarował np. wobec kadry szczepu „Grunwald” phm. Mieczysław Koszka. W nowych warunkach istotną rolę w działaniach środowiska „Grunwaldu” zaczęła pełnić chata na Przełęczy Kocierskiej, którą harcerze bojkowscy wydzierżawili i przez dłuższy czas remontowali własnymi siłami. W warunkach szczególnej „opieki”, jaką w następnym okresie otoczono „nieprawomyślne” środowiska harcerskie w Gliwicach, zarówno położenie Bojkowa na uboczu, oparcie w lokalnym środowisku, jak i organizowanie obozów indywidualnych oraz dysponowanie własną bazą w górach, w pewnym stopniu zapewniło „Grunwaldowi” komfort nie zwracania na siebie zbyt często uwagi osób współpracujących z SB.
Pod pojęciem „odnowy” ZHP rozumiano wówczas najczęściej przebudowę w duchu tradycyjnych wartości całej organizacji. Stan wojenny zresztą nie stwarzał alternatywy – odejście z ZHP oznaczało brak możliwości legalnej, a więc zazwyczaj jakiejkolwiek, pracy z nieletnimi harcerzami. Nadal istotnym zadaniem było więc prowadzenie kursów, kształcenie kadry przy wykorzystanie dorobku wydawniczego i koncepcyjnego ruchu kręgów Małkowskiego (szczególną rolę pełniły rozpowszechniane w znacznej liczbie książeczki prób na stopnie i regulaminy sprawności). W latach 1982 i 1983 łączańskie kursy drużynowych prowadzili instruktorzy związani z KIHAM Gliwice (Joanna Januszewska, Jarosław Cichoń, Roma Kuszłeyko, Darek Młotkowski).

Jutrznia_-_Promyk_i_kadra.jpg













Łącza 1982
Kurs Drużynowych "Jutrznia"




Jutrznia_kadra.JPG


























Brama_Halnego.jpgŁącza 1983 Kurs Drużynowych "Zbaraż"





Zakładano podtrzymanie kontaktów z innymi środowiskami w kraju, choć wkrótce okazało się, że w realiach stanu wojennego łączność stała się bardzo utrudniona. Dotychczasowe kontakty miały ściśle jawny charakter, w prasie podane były adresy kontaktowe, tymczasem władze partyjne i harcerskie, a w ślad za nimi SB traktowały ruch KIHAM jako inspirowany przez „ekstremę” >>Solidarności<<. Internowany został m.in. przewodniczący Rady Porozumienia KIHAM hm. Stanisław Czopowicz. W dniu 26 czerwca 1982 r. Rada Naczelna ZHP podjęła decyzję o rozwiązaniu Rady Porozumienia i zawieszeniu działalności Porozumienia KIHAM. Według Kwatery Głównej Rada „spychała ruch KIHAM na pozycje ideowej i politycznej opozycji”, „prowadziła do wiązania KIHAM z siłami politycznymi, których cele były sprzeczne z zasadami ideowymi ZHP”. Postawa polityczna zajęta przez grono pracowników etatowych chorągwi, jednoznacznie zwalczających „solidarnościową ekstremę”, w kontraście z nastrojami dominującymi w społeczeństwie w stanie wojennym, uwypuklała podziały ideowe między środowiskami „kihamowskimi” a władzami związku.
W tej sytuacji w kręgach rodziła się myśl o zawiązaniu nowej, tym razem niejawnej struktury. Doświadczenia wspólnych działań w latach 1980-81, przyjaźnie i zaufanie łączące instruktorów z różnych części kraju przesądzały o tym, że nie zamierzano porzucać współpracy, ani rezygnować z celu, jakim był powrót do ideałów harcerstwa wolnego od ideologicznego gorsetu. Zaangażowanie części instruktorów Kręgów im. A. Małkowskiego w „Solidarności” i Niezależnym Zrzeszeniu Studentów rodziło oczywiście nowe płaszczyzny działania, takie jak choćby udział w kolportażu wydawnictw II obiegu, pomoc internowanym, dokumentowanie wydarzeń stanu wojennego w fotografii, składanie kwiatów przed kopalnia „Wujek” itp., były to zazwyczaj działania podejmowane w małych grupach i często nie wyłącznie w gronie harcerskim.

Kopalnia_wujek_83.jpg

















Harcerze Szczepu HALNY pod krzyżem przy bramie kopalni "Wujek". Katowice 1983.



Inna grupa instruktorów, będących dotąd członkami KIHAM Gliwice, uznała czynny opór wobec stanu wojennego za najważniejsze pole swej służby, nie angażując się już w bezpośrednią pracę z młodszymi harcerzami. Phm. Mirosław Rymar tak tę decyzję wspominał: „Po ogłoszeniu stanu wojennego spotkaliśmy się z Jankiem Skorupą i moim instruktorem ze szczepu „Słowian” Emilem Motyką. Zaproponowałem stworzenie grupy oporu. Przyjęliśmy nazwę »Samodzielna Grupa Oporu«. Założeniem było działanie w trójkach. Nie zawsze i nie do końca było to przestrzegane i możliwe. Na rzecz kosztów działania przeznaczaliśmy dowolne sumy z własnych pensji. Kto ile mógł. Ani ja, ani Emil nie mieliśmy kontaktu z »Solidarnością«, bo pracowaliśmy u rzemieślnika, a potem miałem swój własny zakład. Impulsem - poza wprowadzeniem stanu wojennego - były artykuły o przyjeżdżających w węglarkach na Śląsk ludziach z Mazowsza, żeby plakatować i rozprowadzać ulotki. [...] Tym razem znowu Śląsk nie miał sił na samodzielny odpór? [...]. Decyzję podjęliśmy z potrzeby oporu wobec WRONY. Miała to być z założenia grupa akcji. Nie spotkań i wiecznych dyskusji, a przede wszystkim działań, które dodadzą ducha społeczeństwu; hasła malowane na murach, ulotki. To, co tzw. zwykły człowiek mógł zobaczyć. Potem doszedł sitodruk dla innych. Dostarczano nam sprzęt, a my organizowaliśmy lokal i drukowaliśmy. Zaczęliśmy bez żadnych kontaktów, bez sprzętu. Pierwsze ulotki były wielkości pudełka zapałek wykonane pieczątką z gumki, w której wyciąłem jakieś krótkie hasło. Pierwsza akcja ulotkowa odbyła się podczas wieczornego seansu w kinie „Bajka”. [...] Pakiety owinięte były paskami papieru, aby nie rozsypały się zaraz po wyrzuceniu. Metodą prób doszliśmy do tego, jak mają być owinięte, aby można je było rzucić wysoko i dopiero w górze miały się rozsypać. [...]. Okazało się, że zasypaliśmy całą widownię, która entuzjastycznie zareagowała na ulotki. [...] Duże wrażenie zrobiło hasło wymalowane w noc przed 1-Maja 82 na najwyższej ścianie ponad restauracją „Piast”. To tam gromadziły się zakłady i rozpoczynał pochód. Widziały napis tłumy. Inne miejsce to na skrzyżowaniu Wrocławskiej i Jagiellońskiej, gdzie jeździły tramwaje i od Wrocławskiej autobusy. Napis był na jakiś „WRONich tablicach”, nad murem okalającym Hutę 1-go Maja. [...] Samodzielną Grupę Oporu tworzyli w większości harcerze”. Wśród innych form działania członków grupy było np. wykonanie napisów: „Pomordowanym przez władzę ludową – »Solidarność«” na gliwickich cmentarzach, tłumnie odwiedzanych w dniu Wszystkich Świętych. W okresie późniejszym, po uzyskaniu kontaktu ze strukturami podziemnej „Solidarności” grupa Rymara uczestniczyła w ochronie ekipy nadającej audycje „Radia Solidarność”. Wydawnictwa „niezależne” przywoził z Krakowa Krystian Skorupa. W akcjach brali udział m.in. Jan Skorupa, Krystian Skorupa, Emil Motyka; Ela Dajka, Piotr Górecki, nieco później, po usunięciu Darka Młotkowskiego z ZHP, dołączyli instruktorzy i najstarsi harcerze „Halnego” (Młotkowski, Sternal, Młot) oraz Roma Kuszłeyko.
[A może dostanę obiecane kiedyś zdjęcia? Podobno są z lotniska z akcji z balonem Radia „S”? :D I wszelkie inne też! Apel do tych, co już obiecywali i tych, co na wszelki wypadek niczego nie obiecywali: poszukajcie! :D JJJ]
Nadal prowadzono akcje ulotkowe. Ulotki zrzucano w ciągu dnia z dachów, w godzinach największego ruchu, pakiety ulotek zawieszano na tramwajach. Miejscem akcji, oprócz Gliwic, były Zabrze i Katowice. Wykonywanie napisów na ścianach i skuteczny kolportaż ulotek wymagały pewnych urządzeń i „wynalazków”, będących dziełem przyjaciół. M. Rymar tak to wspomina: „Mąż mojej wychowanki Basi Pieli był chemikiem[...]. Spytałem czy może opracować jakiś prosty, niezawodny wyzwalacz. Zrobił. Było to bardzo niedokładne urządzenie, ale spisywało się znakomicie. Skończyła się brawura „z ręki”. Musieliśmy dostarczać tylko jednorazowe strzykawki. Przez strzykawkę przeprowadzony był drut miedziany. Końcówka strzykawki była zatopiona. Pakiet ulotek opasywany był gumką, która przywiązana była do dwóch końców drutu. Strzykawka po zawieszeniu, np. na rynnie musiała być pionowo. Po umieszczeniu pakietu, z innej, dużej strzykawki wciskany był kwas azotowy, który „przeżerał” miedziany drut i... ulotki sypały się jak my już byliśmy bezpieczni.” Pomocy tej harcerskiej grupie „małego sabotażu” udzielał też pracownik Politechniki Śląskiej Leszek Skalski , który „był wysokiej klasy elektronikiem i zaproponowałem mu, żeby zrobił nam dwa miniaturowe nadajniki do porozumiewania się w jedną stronę. Zadanie wykonał fantastycznie. Mieliśmy rozwiązany problem ostrzegania i przekazywania informacji dla osoby najbardziej zagrożonej. Polegało to na tym, że osoba, np. malująca, miała w kieszeni wewnętrznej na piersiach małe radio tranzystorowe [...], które musiało być cały czas włączone i ustawione na naszą częstotliwość z odpowiednio wyregulowaną głośnością, aby słyszał tylko zainteresowany. [...]. Dwóch z obstawy miało natomiast nadajniki. Przed akcją dokładnie ustalaliśmy formy ostrzeżeń, aby komunikat był krótki i absolutnie czytelny (z której strony nadchodzi patrol, jak daleko jest, itp.).To był duży postęp w zakresie zabezpieczenia akcji.” [relacja M. Rymara]. Niepowetowaną stratę dla grupy stanowiła śmierć w górach Emila Motyki.
Stan wojenny kształtował nowe możliwości dla tych sił, które wrogo traktowały przemiany postaw społeczeństwa następujące po Sierpniu. Parę miesięcy po wprowadzeniu stanu wojennego działacze PZPR przechodzili do kontrofensywy. W konsekwencji bardzo negatywnej oceny nastrojów w środowiskach młodzieży, na forum Komitetu Miejskiego PZPR w Gliwicach wyrażono przekonanie, że: „walka o umysły i postawy młodzieży jest [...] walką o generalne pryncypia naszego ustroju i naszej państwowości”. W związku z tym priorytetem zapoczątkowano „proces oceny i weryfikacji kadry dydaktycznej i pedagogicznej w środowisku szkolnictwa wyższego i oświaty mający na celu odsunięcie od wpływu na młodzież szkół i uczelni wyższych wychowawców o [...] niewłaściwych postawach ideowych i społecznych [...], jednostki o postawach ideowych dalekich od zasad, które powinni, jako funkcjonariusze państwowi, przekazywać w procesie wychowawczym uczniom i młodzieży”. Działacze KM konkludowali: „Wyrażamy tu pogląd, że właśnie na tym odcinku pracy, która będzie skutkowała w wieloletnim cyklu d
ydaktyczno-wychowawczym, nie możemy jako Partia mieć wątpliwości, zarówno co do celu, jak i sposobu jego osiągania”.
Od komendanta hufca Gliwice Komitet Miejski również zażądał przeprowadzenia weryfikacji kadry instruktorskiej. Podczas podsumowania przebiegu akcji letniej 1982 wezwanego komendanta Hufca Gliwice dopytywano, czy w hufcu dokonano już weryfikacji. Sytuacja w szkołach i stan organizacji młodzieżowych stawały się tematem zebrań egzekutywy KM PZPR w Gliwicach. Na początku marca 1982 członek egzekutywy, płk Tadeusz Nałogowski krytycznie oceniał sytuację w harcerstwie, domagając się wskazania winnych: „coś w tej organizacji młodzieżowej należy pokazać – osiągnięcia – do tego i tego roku. Jeżeli zaczęto płukać umysły – dlaczego – w szkole było. Trzeba ludzi nazwać po imieniu; był hufiec – dlaczego podporządkowano pod kler [sic!]. Trzeba trochę po imieniu nazwać”. Wnioski sprecyzował inny członek KM, tow. Jan Rębacz: „Musimy rozpocząć wstępną pracę jeżeli nie w przedszkolu, to już w szkołach podstawowych”. W kwietniu 1982 r. podczas kolejnego posiedzenia egzekutywy sekretarz Komitetu Środowiskowego Nauczycieli, tow. Rutyna wnioskował, by przedsięwziąć kroki w celu reaktywowania działalności organizacji młodzieżowej na terenie szkół. Oceniał: „Zdecydowanie źle jest z harcerstwem w szkołach ponadpodstawowych (w I LO zostało 8 harcerzy)”. [Należy przypomnieć, że w I LO dyrekcja szkoły bardzo silnie zaangażowała się w osiągnięcie wysokiego odsetka „zorganizowania” młodzieży w HSPS.] Na to tow. Rębacz wyraził oczekiwanie: „Musi się zająć Horągwia [sic!] katowicka, żeby mieć dobrych instruktorów harcerskich”. Przytakiwał temu głosowi płk Nałogowski: „Są ludzie, którzy ciągle mącą [...] Są narzekania na Gliwicki Hufiec Pracy [sic!] [...] Wydział Oświaty powinien zrobić 3 dniowe szkolenie dla kadry instruktorskiej ZHP”. Nawet wziąwszy poprawkę na nieumiejętność oddania pełnego sensu wypowiedzi przez osobę protokołującą, z zapisków prowadzonych podczas posiedzeń egzekutywy Komitetu Miejskiego widać, iż ścisła czołówka organizacji partyjnej w Gliwicach w sprawach harcerstwa potrafiła odnieść się jedynie do stanu sprzed sierpnia 1980 r. Obiektem westchnień był powrót do nieodległej przeszłości. Nawet po doświadczeniach lat 1980-81 nie zdawano sobie sprawy z wewnętrznych uwarunkowań „spustoszenia ideologicznego”, jakie dostrzegano w harcerstwie. Rozsypania się jednostek harcerskich w szkołach, gdzie członków ZHP pozyskiwano łamiąc zasadę dobrowolności, nie postrzegano wcale jako konsekwencji popełnionych błędów. Przyczynę widziano w „mąceniu” (niewątpliwie zwolenników „Solidarności”) i ofensywie „kleru”, który jakoby wręcz podporządkował sobie gliwicki hufiec. Planowano ponowne wszczęcie indoktrynacji począwszy od szkoły podstawowej. Frapuje jednak niedocenianie siły, tkwiącej w organizacji, która mimo zaawansowanego procesu „przechwytywania” utrzymała cechy autentycznego środowiska wychowawczego. W zderzeniu z tą siłą, recepta szybkiej wymiany kadr przez Chorągiew Katowicką i przeprowadzenia błyskawicznych 3-dniowych kursów wydaje się, delikatnie mówiąc, mało skuteczna. Jest też świadectwem dość ograniczonego spojrzenia i brania za dobrą monetę serwilizmu władz harcerskich w latach siedemdziesiątych, podsuwających decydentom z partii sfałszowane statystyki i coraz bardziej natrętnie wiernopoddańcze „akcje ideowo-wychowawcze”. Można oczywiście przypomnieć pogląd Jerzego Parzyńskiego, który w powszechnym spychaniu winy za bezskuteczność indoktrynacji młodzieży na działania „kleru katolickiego”, widział pewną próbę zrzucenia odpowiedzialności za własną nieudolność. „SB, władze partyjne, szkolne – podejrzewały wpływ Kościoła. Kościół, kler – jak to tam nazywano – był pomawiany o „walkę dusz”, której polem miało się stawać właśnie harcerstwo. Był to pogląd zresztą dość powszechny, który działał z pożytkiem w obie strony. Dla nas – bo szedł w mylnym kierunku, tworząc mimo woli osłonę w Kościele. A również i dla czynników urzędowych, od SB począwszy, a na dyrekcjach szkół i kierowniczym aparacie nomenklaturowym ZHP skończywszy. Wszyscy tu mogli tłumaczyć się łatwo. Skoro idzie o sprawy Kościoła, to w konfliktowej sytuacji decydować mogą jedynie najwyższe władze partyjne i państwowe – my nie możemy”.
W kontekście wydarzeń 1 – 3 maja 1982 r. [w Gliwicach doszło do demonstracji i starć z milicją i ZOMO] w partii stwierdzano: „Towarzysze negatywnie oceniają działalność programową organizacji młodzieżowych (...) Z niepokojem stwierdza się wzrastający wpływ kleru oraz sił antysocjalistycznych na młodzież”. W tym stanie rzeczy walka z „klerykalizacją” młodego pokolenia stawała się zadaniem palącym.
Przed nadchodzącą akcją letnią ’82, w Informacji o stanie przygotowań do wypoczynku letniego dzieci i młodzieży w Gliwicach przygotowanej w Komitecie Miejskim PZPR można było przeczytać: „Na placówkach kolonijnych i obozowych zachowana zostanie świeckość, a sprawy ew. praktyk religijnych załatwiać muszą – zgodnie z porozumieniem episkopatu oraz MOiW, w ścisłym kontakcie z kierownictwem kolonii – miejscowe parafie, które każdorazowo będą zobowiązane do zapewnienia uczestnikom tych praktyk właściwej opieki i pełnego bezpieczeństwa. Kierownicy kolonii i obozów organizować będą - w każdą niedzielę i święto – atrakcyjne zajęcia turystyczne i sportowe, aby zapewnić dzieciom i młodzieży godziwy program o wysokich walorach poznawczych i wychowawczych”. Ponieważ trudno odczytywać słowa instrukcji, jako zwolnienie kadry od obowiązku realizacji „godziwego programu” w dni powszednie, stwierdzenia powyższe należało odbierać jednoznacznie jako nakaz utrudniania realizacji praktyk religijnych na koloniach i obozach. Jest to tym bardziej oczywiste, że za ewentualne doprowadzenie uczestników obozów i kolonii do kościoła miały wziąć na siebie odpowiedzialność miejscowe parafie, a nie kadra prowadząca placówki.
Komenda hufca zorganizowała w 1982 r. zgrupowanie wyjazdowe w Targoszowie, w Beskidzie Wyspowym. Komendantem zgrupowania był zastępca komendanta hufca phm. Tomasz Broniszewski. Sytuacja na I turnusie obozów w Targoszowie stała się przedmiotem notatki służbowej, sporządzonej przez funkcjonariusza SB w oparciu o informacje instruktora harcerskiego przy KW MO, będącego jednocześnie pracownikiem Wydziału IV Urzędu Spraw Wewnętrznych. Szczególnie wiele miejsca poświęcono w niej komendantowi jednego z podobozów, 19-letniemu pwd Jarosławowi Podworskiemu: „był najbardziej negatywną jednostką na całym zgrupowaniu – głosił powszechnie, że po 13 grudnia został aresztowany i zatrzymany w więzieniu w Gliwicach [...] J[est] t[o] osobnik b. negatywnie ustosunkowany do rządu PRL, chwalący się znajomościami wśród katowickiego kleru”. We wspomnieniach uczestnika obozu prowadzonego przez Podworskiego, zjawiskiem, które z zewnątrz łatwo mogło być postrzegane jako element wychowania opozycyjnego wobec rzeczywistości stanu wojennego, były przede wszystkim z zapałem śpiewane przez uczestników pieśni historyczne (np. Pieśń Konfederatów Barskich), piosenki wojskowe: ułańskie, legionowe oraz reprezentujące „repertuar” antyrosyjski i antysowiecki, odwołujące się np. do utraconych ziem kresowych. [Jednym z ówcześnie ogromnie popularnych, pojawiających się „nie wiadomo skąd” na wędrówkach drużyn gliwickiego hufca elementów takiego „repertuaru”, była – marszowa, niemal skandowana i dająca nieskończone możliwości improwizowania – prześmiewcza „pieśń”: „Kołyszą się łany zboża, kołysze się trawa zielona – i nigdy byś tego nie widział gdyby nie ... Armia Czerwona”. W następnej zwrotce ozimina rymowała się z „dziełem Lenina”, potem koperek z towarzyszem Gierkiem, a w kolejnych strofach dodawano dowolne „kołyszące się” okazy flory i nazwiska znanych działaczy. Tyle zostało po intensywnych działaniach indoktrynacyjnych „Z Partią w przyszłość”.]
W odniesieniu do II turnusu obozów w Targoszowie przedmiotem zainteresowania SB stała się msza polowa zorganizowana staraniem kadry obozów szczepu „Halny” i „Sokół”. Myśl zorganizowania mszy, zresztą tylko jednej w całym turnusie, powzięta została przez starsze harcerki „Halnego”. Wynikało to z faktu sporego oddalenia miejsca obozowania od kościoła, w którym z kolei msza niedzielna pokrywała się z godziną posiłku wydawanego przez kuchnię zgrupowania. Ani komenda zgrupowania nie była zainteresowana zmianą pory niedzielnych posiłków, ani miejscowy proboszcz nie spieszył z zaproszeniem harcerzy na dodatkową mszę w dogodniejszej porze. W tej sytuacji komendanci obozów szczepów „Halny” i „Sokół” udali się do księdza opiekującego się rozlokowaną w pobliżu „Oazą” i poprosili go o odprawienie niedzielnej mszy. W lesie za obozem „Sokoła” starsi harcerze z zastępu „Birkutów” przygotowali pod kierunkiem „Pirata” (Mirosława Kluza) ołtarz polowy, a harcerki z „Halnego” zadbały o haftowany w symbole harcerskie obrus i elementy wystroju ołtarza. Msza odbyła się w niedzielne przedpołudnie bez ostentacji i większego rozgłosu, w obecności chętnych harcerzy z obu zaangażowanych obozów, niewątpliwie stanowiąc dla nich spore przeżycie. Odprawienie mszy polowej znalazło odbicie w meldunkach tajnego współpracownika, pozyskanego przez katowicką SB i – co charakterystyczne – ulegało „cudownemu pomnożeniu” z meldunku na meldunek: „... na obozie harcerskim w Targoszowie, gdzie komendantem Zgrupowania był ob. Broniszewski, obozy organizowały msze polowe dla harcerzy pod kierunkiem instruktorów, co jest sprzeczne ze Statutem ZHP”. Nacisk na ukazanie łamania zasady świeckości ZHP, jako zjawiska systematycznego, powodował, że w informacjach, będących przedmiotem zainteresowania SB epizod, który sam w sobie nie kształtował atmosfery obozów w stopniu jakoś znakomicie większym niż np. udane wędrówki na Babią Górę, dopracowana pionierka, stanowiąca „etykietę” obozowisk, nastrojowe ogniska wieczorne – urastał do znaku symbolizującego stan „klerykalizacji” harcerstwa gliwickiego.

Sokół_Targoszów_brama_mała.jpg





Brama_Halnego_w_Targoszowie_mała.jpg









Halny_msza_mn.jpg







Sokół_Targoszów_msza.jpg





















Pod koniec listopada 1982 r., na wspólnej naradzie komendantów hufców i inspektorów wydziałów oświaty i wychowania województwa katowickiego, komendant chorągwi Janusz Woźniak zadeklarował, iż rok 1983 będzie „rokiem odnowy zapisów statutowych w ZHP”, wyraźnie wskazując na zasadę świeckości organizacji. Jeden z hufcowych z aprobatą odniósł się do jednoznacznego wystąpienia Woźniaka: „...po raz pierwszy po imieniu mówi się o tych sprawach. Kadra na spotkaniach mówi: przecież jest tolerancja, zagwarantowana statutem ZHP”. Zatem etatowy aparat harcerski został poinformowany oficjalnie: ważna jest w zapisie statutowym tylko świeckość ZHP. Oznaczało to koniec tolerancji dla udziału umundurowanych harcerzy w nabożeństwach czy odbierania Przyrzeczenia według tradycyjnej roty. Co ważne - nie tylko organa partii, władze oświatowe i instancje harcerskie - ale i SB została włączona do walki o oblicze harcerstwa. Ten kierunek był widoczny w planie wykorzystania TW „Marka”, w którym za przeciwnika uznano osoby inspirujące młodzież do praktyk religijnych oraz ukazujące prawdziwą (tzn. wg esbeków „tendencyjną”) historię. To zresztą był niezamierzony hołd dla tych, którzy w harcerstwie utrzymali pałeczkę w sztafecie pokoleń i szerzyli wiedzę o „Orlętach”, bohaterach spod Radzymina czy Płocka oraz harcerzach Szarych Szeregów i powstańcach warszawskich.
Dla sytuacji w hufcu Gliwice istotny był fakt, że korzystając z sugestii byłego gliwickiego instruktora harcerskiego, a zarazem pracownika Wydziału IV Urzędu Spraw Wewnętrznych, który to, nota bene, bardzo negatywnie ocenił sytuację na I turnusie zgrupowania w Targoszowie w 1982 r., do współpracy z SB pozyskano tajnego współpracownika będącego ówcześnie pracownikiem Komendy Chorągwi, lecz z przyczyn osobistych zainteresowanego dyskredytowaniem aktualnych władz hufca Gliwice i sytuacji w środowisku harcerstwa gliwickiego.
Początkowo własna inicjatywa TW „Marka”, koncentrująca się na hufcu Gliwice, przejawiała się w malowaniu dramatycznie „czarnego” obrazu sytuacji, w której lokal komendy hufca świeci pustkami, komendant hufca nie ma zupełnie pojęcia, co dzieje się w terenie, praca drużyn harcerskich zamiera, a sprzęt z dnia na dzień niszczeje. Dość szybko „Marek” zorientował się jednak, jakie informacje są przez SB traktowane poważnie. Wiedza o „słabostkach”, niedociągnięciach i zaniedbaniach poszczególnych instruktorów dla SB miała niewątpliwą wartość; wykorzystywano ją pozyskując do współpracy przez zastraszenie i szantaż kolejne osoby. Natomiast dla oceny sytuacji w ZHP wiadomości o tym, czy drużyny działały dobrze, czy słabo, nie miały większego znaczenia, w odróżnieniu od informacji np. w sprawie „penetracji” środowiska harcerskiego przez przeciwnika politycznego z „Solidarności” czy wroga ideowego – „kler katolicki”. Dlatego już po niedługim czasie meldunki „Marka” zaczęły skupiać się na przejawach „łamania zasady świeckości” w hufcu Gliwice. Wiosną 1983 r. zadania stawiane „Markowi” przez „opiekuna” z SB i podejmowane z własnej gorliwości dotyczyły przygotowań do wizyty Papieża w Polsce oraz organizacji obozów, których kadra w poprzednich latach została oskarżona o „kontakty z klerem”. Już 17 marca oficer prowadzący, por. Jerzy Nowak sformułował zadanie dla „Marka”: „Proszę zbierać informacje dotyczące pobytu Papieża w Polsce pod kątem przygotowań do zbiorowych powitań, organizowanych przez działaczy harcerskich. Proszę sukcesywnie przygotowywać wykazy osób ze środowiska harcerskiego, które negatywnie oddziaływują na środowisko”. Wywiązując się z postawionego zadania 31 marca TW „Marek” sygnalizował: „Dh Januszewska, zastępca kom[endanta] Szczepu „Sokół” w Gliwicach przy SP-22 przejawia żywe zainteresowanie [by] po harcersku witać Papierza [sic!]. Jeszcze nie ujawniła swoich konkretnych planów, ale sądzę, że niebawem to nastąpi”. Wiele zadań TW „Marka” dotyczyło udziału instruktorów chorągwi w uroczystościach religijnych, m.in. miał „operacyjnie zabezpieczyć” poświęcenie Pomnika Poległych Harcerzy na Rynku katowickim.
Tymczasem w drużynach i szczepach związanych uprzednio z Kręgami im. A. Małkowskiego dojrzewała myśl szerokiego udziału umundurowanych harcerzy w kościelnej służbie porządkowej i sanitarnej podczas II pielgrzymki Jana Pawła II do ojczyzny. Wymagało to oczywiście porozumienia wiarygodnych przedstawicieli środowisk harcerskich z organizatorami pielgrzymki ze strony Kościoła. „Biała Służba” – bo taka nazwa ukształtowała się ostatecznie - miała być znaczącym, łatwo dostrzegalnym udziałem harcerstwa w wydarzeniu, z którym w aktualnej sytuacji związane były nadzieje społeczeństwa polskiego. W drużynach gliwickich, pragnących wziąć udział w służbie samarytańskiej prowadzono traktowane poważnie przygotowania, sięgając po przyjaciół, którzy wyszli ze środowisk harcerskich. Np. szkolenie z zakresu pierwszej pomocy przeprowadzała była drużynowa zuchów ze szczepu „Sokół”, ówcześnie kończąca studia medyczne Alina Zdrzałek.
Organizacyjne przygotowania do „Białej Służby’83” miały pewien aspekt znany bardzo wąskiemu kręgowi osób. Otóż podczas rajdu „Arsenał” w marcu 1983 r. skrystalizowała się ostatecznie decyzja o przekazaniu swego rodzaju centrum kierowania środowiskami skupiającymi się w KIHAMach, w ręce instruktorów w sposób mniej oczywisty niż hm Stanisław Czopowicz pozostających „na celowniku” władz i SB. Powstał dwuosobowy „Zespół Wykonawczy” (ZW: hm Krzysztof Krzyżanowski i hm. Wojciech Wróblewski). Praca organizacyjna przy przygotowaniu środowisk harcerskich z całego kraju do „Białej Służby”, zespołów, które z samej istoty tego zadania, sympatyzowały z ideą powrotu do tradycyjnych wartości harcerskich, była doskonałą okazją do dokonania ich przeglądu i nawiązania nici kontaktów. Inaczej mówiąc – okazją do budowy zaczątków struktur ruchu harcerskiego kontynuującego wewnątrz ZHP procesy zapoczątkowane w poprzednim okresie przez jawną działalność KIHAMów. W ramach przygotowań do „Białej Służby” w całym kraju utworzono 10 „Komisji Sprawnościowych”. Na czele takiej komisji w regionie górnośląskim (KS –10) stanął hm. Paweł Wieczorek. Kontakt Gliwic z KS 10 i innymi środowiskami harcerskimi nastąpił poprzez osoby znające się z działalności w KIHAM-ach (Paweł Wieczorek, Ewa Urbańczyk, Joanna Januszewska). Uzgodniono wtedy, że organizatorem sprawdzianu poprzedzającego udział w BS harcerzy regionu górnośląskiego będzie środowisko gliwickie. W maju w całym kraju odbyły się zapowiedziane przeglądy środowisk, zamierzających wziąć udział w „Białej Służbie”. Miały one charakter polowych gier i biwaków. W dwóch przypadkach na terenie kraju interwencja Służby Bezpieczeństwa zmusiła organizatorów do przerwania przeglądów. Natomiast w regionie górnośląskim (KS 10) samarytański bieg patrolowy odbył się bez przeszkód 15 maja 1983 r. w Łączy. Przygotowaniem biegu samarytańskiego kierowała Bogda Denkowska z „Sokoła”, za sprawy organizacyjne związane z przybyciem do Łączy dużej grupy harcerzy gliwickich i z całego regionu górnośląskiego odpowiadał pwd. Jarosław Cichoń, szczepowy „Huraganu”. Warto zauważyć, że mimo zainteresowania SB przygotowaniami do pielgrzymki papieskiej, działania podjęte w Gliwicach nie zostały ujawnione; dopiero po spotkaniu z Papieżem na Jasnej Górze w materiałach SB znalazła się informacja o bytności harcerzy gliwickich w Częstochowie.
W miarę upływu czasu niepokój gremiów partyjnych przed zbliżającą się pielgrzymką wzrastał. Komitet Wojewódzki PZPR w Katowicach jeszcze przed przybyciem Papieża na Śląsk ostrzegał KC: „Aktyw partyjny zwraca uwagę na straty ideologiczne, jakie z pewnością przyniesie wizyta, głównie wśród młodzieży”.
W Białej Służbie wzięła udział liczna, co najmniej kilkudziesięcioosobowa drużyna z Gliwic, m.in. pokursowej „Jutrzni”, „Halnego”, „Sokoła”, „Grunwaldu” i …....???. Uczestnicy BS jechali – zgodnie z ustaleniami, bo zdawano sobie sprawę, że może dojść do ingerencji „służb” – w zasadzie „w cywilu”, a w mundury przebierać się mieli w Częstochowie, tak żeby na dworcu gliwickim nie wyróżniać się spośród grup oazowych (ale wszędzie świeciły pionierki, getry, tu i ówdzie rogatywki). Z aprobatą i rozbawieniem przyjęto więc uwagę uczestniczącego w wyjeździe instruktora „Sokoła”, który na „pseudooazowe” towarzystwo rzucił wprawnym okiem oboźnego i skonstatował: Ale Ołajza!

BS_druzyna_gliwicka.jpg



Biała Służba'83 była wielkim przeżyciem dla uczestników, mieli głębokie poczucie wagi i przydatności tego, co robią. Harcerki same udzielały I pomocy w drobnych przypadkach, natomiast chłopcy na noszach, a częściej w kocach wynieśli z tłumu do punktów sanitarnych wiele osób omdlałych bądź mających poważne kłopoty z sercem. Młodsi zabezpieczali „drogi ewakuacyjne” wytyczone w olbrzymim tłumie. Reakcja zgromadzonych ludzi też trudna była do zapomnienia. Po raz pierwszy od bardzo wielu lat na taką skalę widać było harcerzy na masowej uroczystości o charakterze odmiennym niż pochód 1-majowy czy Święto „Trybuny Robotniczej”. Widok harcerzy budził powszechną sympatię, wykazywano zrozumienie dla ich służby. „Na mundur” można było przecisnąć się w największym tłumie. Zdarzało się, że drobna wzrostem harcerka wzywana była do rozstrzygnięcia powstających sporów niczym poważny autorytet („Druhno, proszę powiedzieć temu panu, żeby zamknął parasol – przecie ja nic nie widzę!”).
Warto wspomnieć, że starsi harcerze „Grunwaldu” wypożyczoną nyską udali się do następnych miejsc spotkań z Janem Pawłem II. [ :D - do tych, co wiedzą, o co chodzi]
Po pielgrzymce działacze partii uderzyli na alarm wskazując na konieczność wzmożenia walki z „klerykalizacją”. Sekretarz KW Marian Rauszer pisał do KC: „Aktyw polityczny zwraca uwagę, że przed Partią stoi ogrom pracy, aby zneutralizować wpływ wizyty na świadomość społeczeństwa, a szczególnie młodego pokolenia Polaków”. „Zwraca się uwagę na symptomy klerykalizacji części środowisk [...] oraz na wzrost wpływu kościoła na wychowanie młodzieży. W tym kontekście podkreśla się zadania stojące przed organizacjami partyjnymi, członkami partii, szkołą oraz organizacjami młodzieżowymi”. Zagrożenia wpływu partii na młodzież upatrywano w województwie katowickim w powołaniu przez biskupa Bednorza kapelana harcerskiego, którym został ks. Stefan Czermiński.
Ocena skutków pielgrzymki zapewne przyspieszyła podjęcie decyzji w sprawie rozbicia harcerskich środowisk „niepokornych” na terenie województwa [;) taka nazwa coraz powszechniej uciera się w literaturze przedmiotu, więc jej czasem używam, choć wówczas nikomu nie przyszłoby na myśl tak się nazwać], co otrzymało jednoznacznie brzmiącą motywację – zapobieżenie reaktywacji KIHAM. . Jest to o tyle ważne, że w momencie rozwiązywania Rady Porozumienia, władze ZHP posługiwały się argumentem, iż same kręgi – nie spychane na antysocjalistyczne pozycje przez Radę – mogą nadal istnieć. Uderzenie nastąpiło w listopadzie 1983 r. W Katowicach doszło do zawieszenia w prawach instruktorskich grupy uczestników i animatorów seminarium instruktorskiego prowadzonego przez Pawła Wieczorka. Władze hufca Katowice wsparły działania podjęte przez SB. Inaczej natomiast wyglądała sytuacja w Gliwicach, gdzie oskarżenie Joanny Januszewskiej o działalność w Niezależnym Ruchu Harcerskim, skierowane przez SB do władz hufca, tutejsza Komisja Spraw Instruktorskich oddaliła i postępowanie dyscyplinarne umorzyła. (Orzeczenie Komisji Instruktorskiej Hufca Gliwice z 16. 12.1983. Zespół orzekający w składzie hm. PL W. Matecki, phm. B. Walińska, phm. H. Dersiewicz). Wobec tego dowodu braku dyspozycyjności władz hufca pretekstem do działań SB stało się oskarżenie innego instruktora, komendanta Szczepu „Halny” Dariusza Młotkowskiego o „zainspirowanie” w dniu 11 listopada podległych mu harcerek do namalowania znaku Polski Walczącej i zapalenia znicza przed kościołem Podwyższenia Krzyża Świętego. Na tej podstawie, ale w największym bodaj stopniu na skutek konsekwencji stałych donosów TW „Marka” w sprawie „niewłaściwej” pracy ideowo-organizacyjnej w hufcu, Komenda Chorągwi zadecydowała o całkowitej wymianie władz hufca i dla znalezienia odpowiedniej formalnej podstawy skierowała do Gliwic wizytację „frontalną” kierowaną przez zastępcę komendanta chorągwi Elżbietę Milkę. W rezultacie tych działań, uzgodnionych z KM PZPR, zmuszono hm. Andrzeja Jaśnioka do rezygnacji (przy czym niebagatelne znaczenie miała także jego konsekwentna odmowa podjęcia współpracy z SB – na co od dłuższego czasu naciskano), a na „komisarycznego” komendanta wyznaczony został hm. Stanisław Połoszczański.
Ta sytuacja poważnie wpłynęła na pracę harcerską w hufcu. Początkowo powstały trudności z obsadą funkcji we władzach. Bardzo charakterystyczne są informacje TW „Marka”, w których – jeszcze przed oficjalną zmianą na funkcji komendanta – przedstawiał SB planowaną obsadę komendy, a skład faktyczny różnił się od tych planów poważnie, wobec odmowy objęcia funkcji przez instruktorów zrażonych formą dokonanych zmian i osobą komisarycznego komendanta. Środowiska „niepokorne” przeżywały pewne kłopoty i trudności związane z inwigilacją, czasem próbami zastraszania i trwającą „pracą operacyjną” SB, której celem była „dezintegracja” środowisk. Zadbano na przykład, by osoba szantażowana przez SB doprowadziła do odejścia grupy starszych harcerzy z jednego ze szczepów silnie zaangażowanych w działania na rzecz „odnowy”. Następowało osłabienie kontaktów międzyśrodowiskowych. Ponieważ po stanie wojennym część instruktorów nie podjęła czynnej pracy, a po zmianie komendy na początku 1984 r. szczepy kierowane przez kadrę kontestującą powrót komendanta, któremu w 1980 r. odmówiono zaufania, zamknęły się w pracy we własnym gronie - nastąpiło tym samym osłabienie siły hufca. Część jednostek nastawiła się na organizowanie obozów indywidualnych, nie uczestniczyła w imprezach hufca. Tak postawę zajęły szczepy: „Grunwald”, „Sokół”, „Halny” (gdzie pomimo usunięcia z ZHP, Dariusz Młotkowski w dalszym ciągu nadawał kierunek działalności już nie jako szczepowy lecz „Król”), drużyna środowiskowa „Słowianie” (drużynowy Jacek Szyndler). Dłużej lub krócej na podobnych zasadach funkcjonowały takie środowiska jak drużyna pokursowa „Jutrznia” Jarosława Cichonia, drużyna „Wataha” Andrzeja Mielcarka i in. Niewielkie grono starszych harcerzy i kadry drużyn młodszoharcerskich skupiało się też na nieformalnych zasadach wokół Romy Kuszłeyko. Ponieważ studiowała ona w Krakowie, więc grono to spotykało się latem i np. podczas zimowisk. W połowie lat osiemdziesiątych odbyły się dwa ważne dla uczestników zimowiska „teatralne” w Krakowie i Warszawie, dostarczające przy okazji możliwości spotkań z kręgami „opozycyjnego harcerstwa” w tych miastach. Nieco inny charakter, jednak również oparty na więziach przyjaźni i podobnym stosunku do wartości harcerskich miała grupa instruktorów i harcerzy starszych wywodzących się z różnych środowisk, którzy pod wpływem ucznia Technikum Leśnego w Brynku, Jacka Załuskiego, ukończyli kurs Straży Ochrony Przyrody i spędzali sporo czasu w Łączy. Wymienione grupy niejednokrotnie zazębiały się personalnie, nieraz te same osoby aktywne były w różnych gronach. Na skutek warunków zewnętrznych zanikała działalność jednych, a rodziła się czy intensyfikowała praca innych. Bez wątpienia sytuacja nie sprzyjała nadaniu hufcowi, jako całości, oblicza oczekiwanego przez władze partyjne i chorągwiane.

Pirat_1.jpg


W połowie lat osiemdziesiątych powtórzyły się w gronie gliwickich młodych instruktorów, funkcyjnych i starszych harcerzy procesy podobne do tych, jakie miały miejsce na przełomie lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych. Młodsze pokolenie, szukając inspiracji harcerskich, częściowo pod wpływem kursów obozowych i działalności kręgu „Watra”, nawiązywało kontakty z osobami uczestniczącymi w wydarzeniach pierwszej połowy lat osiemdziesiątych, „zarażając” się ideałami „niepokornego” harcerstwa. Przyjmowaniu ideałów „odnowy” sprzyjała ogólna sytuacja, bowiem w środowisku młodzieży istniał wyraźny opór wobec stanu wojennego i jego konsekwencji, a działania „niezależne” budziły sympatię i poparcie. Kształtowaniu postaw kadry, która w roku 1980 za młoda była na czynny udział w wydarzeniach, sprzyjały kontakty pozagliwickie, np. wyjazdy do Warszawy na kolejne rajdy „Arsenał”, budzące podobne jak w latach siedemdziesiątych emocje. Wreszcie istotną rolę odegrało okrzepnięcie ośrodka Duszpasterstwa Harcerskiego (DH) w Katowicach, z ks. Czermińskim jako kapelanem, w którym czynnie działali instruktorzy dawnego katowickiego KIHAM-u, usunięci z ZHP „za działania niestatutowe”. Środowisko to od połowy lat osiemdziesiątych organizowało Harcerskie Obozy Rekolekcyjne (HOR). Kontakt z DH i udział w HOR-ach stał się dla grupy harcerzy starszych i instruktorów gliwickich, którzy w części z uwagi na wiek nie weszli w krąg oddziaływania KIHAM, inspiracją do podjęcia działań analogicznych do realizowanych w szczepach prowadzonych przez instruktorów uczestniczących w ruchu kręgów Małkowskiego. Jako pierwsze nawiązały współpracę ze środowiskiem DH wywodzące się z „Rodła” harcerki „Różowej Dziewiątki”, uczennice V LO w Gliwicach, które w związku z tym stały się obiektem częstych donosów TW „Marka”. (Miało to wpływ na ich sytuację szkolną).W drugiej połowie lat osiemdziesiątych wytworzyło się w Gliwicach kilkudziesięcioosobowe środowisko sympatyków DH, którzy dążyli do powołania własnego ośrodka na wzór katowickiego. W sensie formalnym do tego nie doszło, m.in. wobec braku osoby odpowiedniego kapelana (próbowano opierać się na współpracy z parafią Ś.Ś. Piotra i Pawła, w Wójtowej Wsi, otrzymywano doraźne wsparcie ze strony duszpasterzy parafii Podwyższenia Krzyża Św.). Specyfiką tej grupy był znaczny udział harcerzy luźno powiązanych z drużynami i szczepami (czasem półżartem mówiono o nich: „wolni strzelcy), dla których środowisko DH w Katowicach, a potem konstytuujące się w Gliwicach stanowiło specyficzny substytut jednostki organizacyjnej. W grupie tej znalazła się też kadra żeńskiej „Różowej Dziewiątki” i męskiej „Czarnej Trzynastki – drużyn nawiązujących do tradycji szczepu „Węzeł” przy SP 19, które wyłoniły się – usamodzielniając – ze szczepu „Rodło” oraz niektórzy funkcyjni z „Halnego”. W kręgu wpływów DH znalazła się drużyna założona przez Jacka Załuskiego, również uczestnika HOR-ów. Więź z gliwicką grupą DH stanowiła dla tych drużyn oparcie podobne do tego, jakie w zwykłych warunkach zapewniał szczep. Środowisko gliwickiego DH, wzmocnione przez zaprzyjaźnionych harcerzy z innych drużyn wzięło udział w Białej Służbie w Gdańsku w 1987 roku. Inny już niż w 1983 roku klimat ogólny (nie realia rozluźnianego stopniowo stanu wojennego a „czas zadymiarzy”) i inny charakter poczynań organizacyjnych, związanych z wyjazdem (nie było ścisłej grupy organizatorów, natomiast nastąpiła akcja propagowania udziału w BS za pośrednictwem ogniw DH) spowodował, że korzystając z pretekstu, jakim było występowanie grupy uczestników BS w umundurowaniu wojskowym, na dworcu gliwickim doszło do zatrzymania grupy starszych harcerzy przez patrol milicji. Doszło przy tej okazji do pobicia jednej z zatrzymanych osób, harcerza wywodzącego się ze szczepu „Sokół”, Grzegorza Grocholskiego. Nie dla „usprawiedliwienia” działań milicji, a gwoli zachowania pamięci o o realiach można przypomnieć, że „Groszek” miał bardzo dobry „refleks w języku”, a odrobinę gorszy w nogach, co może uczyniło go głównym obiektem agresji.
W 1989 roku grono DH, wraz z paroma drużynami prowadzonymi przez jego uczestników, w ślad za stanowiskiem DH w Katowicach, wsparło powołanie ZHR. Mowa tu o dokonującym się na pewien czas rozłamie wewnątrz Ruchu. Bardzo upraszczając: część instruktorów Ruchu dążyła do szybkiego powołania własnej, niezależnej od ZHP organizacji. Często takie poglądy wyrażali ci instruktorzy Ruchu, którzy zostali wyrzuceni z ZHP za „niestatutową” działalność lub młodzi, dla których ZHP po stanie wojennym nigdy nie stał się własną organizacją. Inni - m.in. środowisko krakowskie w Ruchu, a w Gliwicach instruktorzy działających jeszcze szczepów i drużyn „pokihamowskich”, za nadal aktualny cel uważali przeobrażenie ZHP przez pozbycie się etatowego aparatu, reprezentującego linię partii oraz oportunistycznie nastawionych działaczy, dostosowujących się do każdego zwrotu sytuacji, a przede wszystkim przywrócenie w całym związku tradycyjnych wartości harcerskich, które dla gremiów kierowniczych ZHP przez wszystkie minione lata były „antysocjalistyczne” i „niestatutowe”. Ten drugi kierunek w przyszłości doprowadził w Gliwicach do poparcia przez grono instruktorów idei „Orszy” – Stanisława Broniewskiego – utworzenia Ogólnopolskiego Komitetu Odrodzenia ZHP. Bez wątpienia na sytuację w drugiej połowie lat 80. zaczęła też wpływać konieczność pewnej „zmiany pokoleniowej”, związana z podejmowaniem pracy zawodowej i zakładaniem rodzin przez część grupy instruktorów kierujących poszczególnymi środowiskami od przełomu lat 70. i 80.
Powtarzające się przykłady „klerykalnej” działalności harcerzy gliwickich powodowały komplikacje w stosunkach komendy hufca z SB. TW „Marek”, często wskazujący na przykłady niewłaściwej postawy harcerzy gliwickich do 1983 roku, starał się dowieść, iż komenda hufca uporała się z „nieprawomyślnymi” instruktorami. Dlatego w meldunkach pisanych dla swojego „opiekuna” z Wojewódzkiego Urzędu Spraw Wewnętrznych począwszy od 1984 roku akcentował, iż klerykalne postawy są domeną niewielkiej i rozpoznanej grupy, którą można zlekceważyć z uwagi na małe wpływy. Liczył zapewne przy tym, że SB weźmie na siebie rozwiązanie problemu. Skądinąd komenda hufca nie mogła pozwolić sobie na drastyczne pozbycie się tych instruktorów, z uwagi na rezonans, jaki wywołałoby rozbicie skonsolidowanych, a czasem – jak w przypadku szczepu „Sokół” - mających poparcie szkoły, środowisk. Zapewne obawiano się, że usunięcie kilku popularnych instruktorów spowoduje odejście grupy szerszej, która schroni się pod parasol kKościoła, jak miało to miejsce np. w Trzebini. Co więcej – dający się odczuć brak instruktorów zdolnych do poprowadzenia obozu powodował przyjmowanie do czynnej służby niektórych osób wcześniej usuniętych z ZHP (np. Dariusz Młotkowski, Jarosław Cichoń). Liczono, że otrzymawszy „nauczkę” nie będą się już „wychylać”. Jednak sposób działania SB ukazywał słabe strony tej taktyki. Informacje o „klerykalnych” postawach harcerzy w Gliwicach, pochodzące z donosów „Marka”, WUSW przekazywał do RUSW w Gliwicach, jako wiarygodne materiały uzyskane drogą operacyjną, ale bez podania ich źródła. SB w Gliwicach, przystępowała do „rozpracowania” wskazanych lub wykrytych przez siebie spraw i oczywiście werbowała własne źródła informacji. Na podstawie uzyskanych tą drogą materiałów wyciągano wniosek, że zasięg oddziaływania środowisk reprezentujących „niewłaściwe” postawy jest duży, komenda hufca nie radzi sobie z problemem, a co więcej, że postawa władz hufca wzbudza w jakiejś mierze słuszną krytykę młodzieży, obiektywnie ułatwiając argumentację kręgom „klerykalnym” i „antysocjalistycznym”.
Warto zwrócić uwagę na fakt, iż SB miała poważny kłopot z werbalnym określeniem środowiska, z którym w harcerstwie walczyła: W Gliwicach w roku 1983 najczęściej operowała nazwą Niezależny Ruch Harcerski (NRH). Środowiska niezależne w kraju, kontynuujące ideę KIHAMów, ale w nowej sytuacji - wobec konieczności zachowania konspiracji - używały mało konkretnego określenia Ruch, Nasz Ruch, część identyfikowała się z symbolem płaskiego węzła. SB miała dość słabe rozeznanie. Starano się przeciwdziałać ewentualnej reaktywacji KIHAM –ów, traktując Kręgi Małkowskiego jako nielegalną strukturę. Ogólnie nazwy KIHAM, NRH były w materiałach SB używane wymiennie, jako synonimy i de facto odnosiły się do tych środowisk w ZHP, które uważano za prezentujące poglądy „klerykalne”, czyli naruszające świeckość organizacji. Wkrótce, nie bez pomocy instancji harcerskich, wiedza SB o środowiskach niezależnych poszerzyła się nieco, stwierdzono, że „opozycjoniści” w harcerstwie odbierają przyrzeczenie według tradycyjnej roty i realizują w drużynach sprawności i stopnie wg regulaminów KIHAM. W wielu informacjach funkcjonariusze SB mocno akcentowali nawiązywanie w środowiskach „klerykalnych” do wzorów przedwojennego, niekiedy wręcz pisano - „burżuazyjnego” harcerstwa. Później, tzn. w drugiej połowie lat 80. najchętniej wszystkie „negatywne” postawy sprowadzano do nazwy „aktywiści Duszpasterstwa Harcerskiego”. Zwykle jednak takie określenie, użyte w materiałach wytworzonych przez SB, nie przesądzało o tym, czy odnosiło się do uczestnika spotkań DH w Katowicach lub w Gliwicach, czy do osoby „naruszającej świeckość organizacji”, np. przez wyjście podległych harcerzy do kościoła podczas obozu. Dlatego jako „aktywiści DH” w materiałach SB występują także instruktorzy, którzy - poza wyjątkowymi okolicznościami - w bieżącej pracy duszpasterstwa nie uczestniczyli, nie wyjeżdżali na HOR itd.
Wobec stałych informacji o występowaniu wśród harcerzy gliwickich postaw „klerykalnych” w materiałach gromadzonych i tworzonych na użytek SB, można by sądzić, iż w działalności inwigilowanych środowisk dominowały elementy pracy formacyjnej w zakresie religii. Oczywiście, w znacznej mierze formy i treści tego rodzaju (spotkania ewangelizacyjne, rekolekcje, pielgrzymki) występowały w pracy Duszpasterstwa Harcerskiego, choć bynajmniej nie wyczerpywały one szerokiego wachlarza podejmowanych w jego ramach działań. W przypadku innych środowisk, drużyn i szczepów mających bezpośrednie lub pośrednie kontakty z Ruchem, bądź kontynuujących kierunki pracy gliwickiego KIHAM, było oczywiście inaczej. Bardzo ważnym elementem pracy harcerskiej były przygotowania do samodzielnego obozu i sam obóz. Środowiska organizowały obozy stałe (np. „Grunwald” w Nowej Morawie, „Sokół” w Prałkowcach k. Przemyśla i Gryżynie w woj. zielonogórskim, „Słowianie” w Tworogu), organizowano także obozy wędrowne piesze („Słowianie, „Halny”, „Sokół”, „Jutrznia”, „Różowa Dziewiątka”) i kajakowe („Halny”), dłuższe biwaki, a także budowano własną bazę w górach („Grunwald”). Ważną wspólną cechą było zaangażowanie samych harcerzy w przygotowanie obozu, zdobycie, konserwację czy wypożyczenie sprzętu, nieodpłatna oczywiście służba instruktorów prowadzących obozy. Poważnie traktowano w tych środowiskach harcerskie zasady wychowawcze. Istotnym czynnikiem był system stopni i sprawności, zasadniczo opracowany przez środowisko kihamowskie na szczeblu ogólnopolskim, czasem modyfikowany i dostosowany do specyfiki własnej drużyny oraz odznaki i miana zdobywane w drużynie i szczepie. Przyjęcie (niezgodnie z regulaminami związku) stopni Harcerza Orlego/ wędrowniczki i Harcerza/Harcerki Rzeczypospolitej zaowocowało współpracą Śląska ze środowiskiem krakowskim przy weryfikacji i realizacji próby na stopień. Ważne miejsce w pracy z młodzieżą zajmowała w ciągu roku szkolnego turystyka górska i nizinna, zawody na orientację, ale i na przykład z jednej strony zajęcia o charakterze „puszczańskim” – starano się poznawać i obserwować przyrodę, a także doskonalono znajomość technik „przetrwania”, a z drugiej – wyjazdy na spektakle teatralne. Dla wąskiego grona starszych harcerzy w ramach Ruchu organizowano w Katowicach tzw. Kursy X .Instruktorzy i harcerze z Gliwic byli ich uczestnikami i współorganizatorami, (choć główny ciężar spoczywał na środowisku katowickim). Kursy te miały w programach m.in. ogólne orientowanie się w sytuacji społeczeństwa i harcerstwa, uczyły technik pracy i ochrony w warunkach niejawności, doskonaliły znajomość niektórych dziedzin wiedzy, głównie z zakresu historii i innych nauk społecznych, miały w swoich programach spotkania z wybitnymi ludźmi. Na innym poziomie nieco podobne treści, szczególnie związane z „białymi plamami” historii Polski oraz udziałem harcerstwa w walkach o niepodległość, znajdowały wyraz w pracy drużyn – w postaci tradycyjnych form: gawęd i pieśni ogniskowych, pieśni narodowych i wojskowych oraz gier terenowych i wycieczek o tematyce historycznej (przy czym takie działania też budziły czujność SB – np. zlecenie rozpracowania, jakie drużyny brały udział w zbiórce z okazji Dnia Myśli Braterskiej, gdy TW Marek usłużnie doniósł, że jej „tematem było śpiewanie piosenek i wspominanie historii harcerstwa”). Zatem główne kierunki pracy nie odbiegały od tego, co stanowiło tradycyjny model działań harcerskich. Tropiony przez SB kontakt z Kościołem – to najczęściej był udział w niedzielnych mszach podczas obozów (wyjście do kościoła, czasem msze polowe), spotkania opłatkowe, msze w Dzień Św. Jerzego (np. w 1986 i 1987 roku zamówione przez instruktorki „Sokoła” w kościele pw. Podwyższenia Krzyża Św.) i – dwukrotnie – Biała Służba podczas pielgrzymek papieskich w roku 1983 i 1987. Niektóre środowiska (np. „Grunwald” czy „Słowianie”) organizowały ponadto kameralne spotkania o charakterze rekolekcji harcerskich lub spotkań formacyjnych w parafii bądź z wybranym duchownym.
Sokół_Gryżyna_1985_przed_mszą.jpeg


Msza polowa w Gryżynie (1985).
Była wynikiem odwiedzin komendanta posterunku MO w Bytnicy, który po mszy niedzielnej z udziałem chętnych uczestników obozu - powołując się na wytyczne otrzymane z Gliwic - przestrzegł komendę przed ponownym pójściem do kościoła, twierdząc, że musiałby o tym zameldować. [Inna sprawa, że na tle gorliwości TW Marka trudno nie podkreślić tego, że żaden meldunek do Gliwic na temat zdrożnej klerykalizacji harcerzy na obozie w Gryżynie nie spłynął. Mogło to zresztą być wynikiem stosunków na prowincji, gdzie i funkcjonariusze MO dbali o opinię proboszcza]. Z inicjatywy oboźnego - Jacka Szyndlera - zaproszono więc księdza na obóz. A że - zamiast 1,5 godziny na dojście do kościoła i mszę, i to tylko dla tych, którzy z lenistwa nie zostali w łóżkach, przygotowania zajęły sporą część dnia, no, bo trzeba się było pokazać ;) - niewątpliwa już "klerykalizacja" była zasługą gorliwych "opiekunów".
Sokół_Gryżyna_1985_msza.jpegNa tle donosów, dotyczących zgrupowań w Targoszowie czy Zefirku - łącznie z groteskowym zarzutem wystawienia masztu "w kształcie krzyża" - widać wyraźnie, że najbezpieczniej było nastawić się na działalność we własnym gronie, jak najdalej od zaangażowanych po jedynie słusznej stronie "działaczy" związku.














Gryżyna_z_księdzem.JPG


Łatwo zauważyć, iż w stosunku do innych działań, te rzeczywiście związane z Kościołem stanowiły niewielką choć istotną część harcerskiej aktywności. Waga, jaką przywiązywała do nich SB, wynikała z przywołanych wyżej ocen aparatu partyjnego, bardzo zaniepokojonego perspektywą upadku monopolu ideologii materialistycznej w życiu publicznym. SB realizowała po prostu zadanie zlecone przez władze polityczne. Drugi powód miał charakter pragmatyczny. O ile przed rokiem 1980 charakter umundurowania drużyny mógł potencjalne stanowić (nie całkiem pewną) wskazówkę, odnośnie stosunku grona instruktorskiego do przeobrażeń i indoktrynacji harcerstwa – to po zjeździe z 1981 r. takiej wskazówki zewnętrznej już nie było. Za to obecność harcerzy w łatwych do zauważenia mundurach podczas uroczystości kościelnych w latach 1980-1989 jednoznacznie wskazywała nie tylko na światopogląd, sympatie polityczne (oczywiście „solidarnościowe”), ale i na stosunek do oficjalnych władz harcerskich, które chroniąc „świeckość” organizacji same tę linię podziału uwypukliły. Wreszcie walka z uzewnętrznianiem przez młodzież postaw religijnych miała osłabić Kościół – głównego, jak uważano, przeciwnika systemu.
Obserwacja środowisk „niepokornego” harcerstwa przez SB przeszła szybko do nowego etapu. Po wstępnym wyselekcjonowaniu, wobec niektórych osób podjęto działania w celu ich „rozpracowanie”. Dotychczasowa kwerenda w IPN – Katowice wskazuje, że na terenie Gliwic wszczęto sprawy operacyjnego rozpracowania (SOR): „Znicz”, „Historyk” i „Hydra”. Na etapie mniej zaawansowanym pozostawała sprawa operacyjnego sprawdzenia (SOS) „Kmicic”.
Sprawami harcerstwa z ramienia gliwickiej SB zajmowali się tacy funkcjonariusze jak: Zbigniew Stachowiak, Kazimierz Szymański, częściowo Adam Korniak, który „opiekował” się instytucjami oświatowymi. Wg danych z roku 1984, gliwickie środowisko harcerskie było „zabezpieczone” przez 2 TW, 2 kandydatów na TW, 1 KO. Ogółem na przestrzeni lat osiemdziesiątych SB posługiwała się w Gliwicach w sprawach „niezależnych” środowisk harcerskich informacjami co najmniej siedmiu TW. Kpt. Jerzy Nowak (WUSW Katowice) prowadził nadal TW „Marka”, a charakter jego współpracy łatwo ocenić w świetle części zamieszczonych dokumentów, natomiast RUSW w Gliwicach swą wiedzę o sytuacji w hufcu czerpał od KS (kontaktu służbowego) ulokowanego w Inspektoracie Oświaty i Wychowania oraz co najmniej sześciu TW. Współpracownicy ci stanowili jednak grono bardzo zróżnicowane. W czterech przypadkach była to współpraca krótkotrwała, zerwana bądź na skutek zmiany zatrudnienia i sytuacji życiowej, bądź (w jednym przypadku) – w związku ze „zmianą poglądów”. W większości informatorzy ci byli ludźmi młodymi, pomoc służbom, do której się zobowiązywali, miała obejmować informowanie o przypadkach nieprawidłowości w hufcu. Zdarzyło się np., że SB liczyła na informacje o bliskim koledze pozyskanego współpracownika, lecz de facto przekazywane przez TW informacje koncentrowały się na powodach, dla których etatowi pracownicy hufca nie cieszą się autorytetem w terenie. Gdy prowadzący zaczął naciskać na dalsze informacje, TW odszedł z harcerstwa (przynajmniej formalnie), i współpracę rozwiązano z powodu braku możliwości pozyskiwania przez niego informacji o znaczeniu operacyjnym. Bardziej skomplikowana jest próba oceny skutków współpracy dwóch pozostałych TW, zwerbowanych przez funkcjonariuszy gliwickiej SB. Współpracowali oni przez czas dłuższy, jeden zajmował stanowisko etatowe, drugi był instruktorem społecznym. W jednym przypadku o podjęciu współpracy przesądziły najprawdopodobniej rachuby na korzyści i ułatwienia, w drugim werbunek był zapewne efektem szantażu, a współpraca zaczęła się po zatrzymaniu w innej (nie związanej z harcerstwem) sprawie.