Emilian Motyka

ur. 8 sierpnia 1959 roku, zginął w Tatrach 15 stycznia 1984 roku

Instruktor gliwickiego hufca, drużynowy w szczepie "Słowianie" przy Szkole Podstawowej nr 18, taternik



Od końca lat 60. harcerz drużyny "Słowian", prowadzonej przez Mirosława Rymara.


Emil_i_Podhalanie.JPG

Zastęp "Podhalanie"
Emil za zastępowym, Jankiem Pabisem. 1969 r.









Emil_z_Czarnego_Lasu.JPG

























Darek_i_Emil2.jpg

















Darek_i_Emil_1.jpg






















Na początku lat osiemdziesiątych wraz z Darkiem Młotkowskim współzałożyciel szczepu "Halny" przy SP 19 i drużynowy w tym szczepie.









Od listopada 1980 roku członek Kręgu im. A.Małkowskiego w Gliwicach, razem ze swoją drużyną uczestnik prac KIHAM, m.in. Akcji "W służbie tradycji" na 70-lecie harcerstwa na ziemiach polskich.

harcerstwo_i_góry.JPG









na_szlaku_2.JPG














Dwie wielkie, życiowe pasje Emila to harcerstwo i góry



w_chatce.jpg












na_linie.jpg








Ale było miejsce na jeszcze inne ważne sprawy: fotografię, karate, oraz oczywiście życie rodzinne, m.in. opiekę nad dużo młodszą siostrzyczką, która obraz starszego brata zachowała głęboko w sercu






judo.jpg














Zdjęcia ze zbiorów Ewy Kozioł , Artura Długosza i Darka Młotkowskiego










W stanie wojennym Emil jako jeden z pierwszych włączył się w akcję oporu przeciw tym, którzy 13 grudnia wydali wojnę społeczeństwu i "Solidarności". Był w gronie osób, którym Mirosław Rymar zaproponował utworzenie Samodzielnej Grupy Oporu. Brał udział w większości podejmowanych akcji kolportażu ulotek. Tak wspomina go Mirek Rymar:

"Po ogłoszeniu stanu wojennego spotkaliśmy się z Jankiem Skorupą i moim instruktorem ze szczepu "Słowian" Emilem Motyką. Zaproponowałem stworzenie grupy oporu. Przyjęliśmy nazwę „Samodzielna Grupa Oporu”. Założeniem było działanie w trójkach. Nie zawsze i nie do końca było to przestrzegane i możliwe. Na rzecz kosztów działania przeznaczaliśmy dowolne sumy z własnych pensji. Kto ile mógł.
[...]
Zaczęliśmy bez żadnych kontaktów, bez sprzętu. Pierwsze ulotki były wielkości pudełka zapałek wykonane pieczątką z gumki, w której wyciąłem jakieś krótkie hasło.
Pierwsza akcja ulotkowa odbyła się podczas wieczornego seansu w kinie „Bajka”.
Emil Motyka wszedł na seans jak każdy widz. Po rozpoczęciu filmu otworzył od wewnątrz drzwi wyjściowe po obu stronach, po czym zajął miejsce wśród publiczności. Nie pamiętam tytułu filmu, ale kino było pełne. O określonej bardzo dokładnie godzinie, gdy Emil na pewno już był wśród widzów i jego „spóźnione” przybycie zatarł lecący film, równocześnie weszliśmy drzwiami wyjściowymi z dwóch stron i rzuciliśmy pakiety ulotek. Po czym cicho i szybko wycofaliśmy się na umówione miejsce. Każdy inną drogą. Pakiety owinięte były paskami papieru, aby nie rozsypały się zaraz po wyrzuceniu. Metodą prób doszliśmy do tego jak mają być owinięte, aby można je było rzucić wysoko i dopiero w górze miały się rozsypać. Emil do końca oglądał film i potem składał nam relację jak wyszło. Okazało się, że zasypaliśmy całą widownię, która entuzjastycznie zareagowała na ulotki. Trzeba pamiętać, że miało to miejsce zaraz po „zwronionych” Świętach i Sylwestrze." [relacja M.Rymara]



Inne akcje, to malowanie haseł "solidarnościowych". Sprawność fizyczna i zaprawa taternicka były atutem Emila, jednak nie wystarczały, by uniknąć zagrożenia.


"Malowanie haseł na murach to był koszmar. Pomijając zwykłe w tamtych czasach kłopoty z wszelkim zaopatrzeniem, to malowanie pędzlem farbą z puszki było horrorem. Trudno było uniknąć brudnych rąk oczywistego dowodu na „działalność antypaństwową” dla każdego patrolu. Inna sprawa, że patroli i legitymowania po prostu nie braliśmy pod uwagę, bo i tak działaliśmy w nocy, czyli w okresie obowiązywania godziny policyjnej, a już samo to oznaczało kłopoty.
Zawsze co najmniej jedna osoba „obstawiała” rejon, żeby ostrzec o zbliżających się patrolach, czy kogokolwiek. Trudno było krzyczeć w takiej sytuacji, czy posługiwać się latarką. Ten co malował miał być maksymalnie skoncentrowany na swojej pracy, aby wykonać ją jak najszybciej. Nie mógł się zatem rozglądać. Był zdany na czujność obstawy. Duże wrażenie zrobiło hasło wymalowane w noc przed 1-Maja 82 na najwyższej ścianie ponad restauracją „Piast”. To tam gromadziły się zakłady i rozpoczynał pochód. Widziały napis tłumy.
Inne miejsce to na skrzyżowaniu Wrocławskiej i Jagiellońskiej gdzie jeździły tramwaje i od Wrocławskiej autobusy. Napis był na jakiś „WRONich tablicach”, nad murem okalającym Hutę 1-go Maja."


W miarę zbierania doświadczeń akcje ulotkowe realizowane były coraz bardziej fachowo, z wykorzystaniem rozmaitych "wynalazków", pozwalających na zainstalowanie paczki z ulotkami zaopatrzonej w wyzwalacz, który uwalniał ulotki jakiś czas po odejściu konspiratora. Zawieszenie paczki z ulotkami dość wysoko pozwalało uzyskać efekt zasypania nimi znacznej powierzchni. Dlatego penetrowano strychy domów przy ruchliwych ulicach.


Mirek Rymar wspomina:
"Bywało, że ktoś nas naszedł jak opuszczaliśmy strych. Emil był świetny. Kiedyś gość idzie z koszem prania na strych i zaskoczony pyta:
- A panowie co tutaj?!
- Emil: Solidarność! - mówi Panu to coś?
- Gość na to: A jak tak to w porzadku, w porządku.
I przeszliśmy obok z palcami na ustach szepcąc ciiiiiii.
[...]

Okropna strata to śmierć Emila Motyki na zimowym obozie wspinaczkowym
w słowackich Tatrach. Niepowetowana strata."

pogrzeb_Emila.jpg



























Młodsza siostra Emila, Ewa wspomina, że po śmierci brata "
mieliśmy kilka >>wizyt<< w poszukiwaniu [...] >>niezależnych<< wydawnictw. Panowie nawet pofatygowali się na cmentarz, pewnie w celu >>zapalenia << świeczki, szkoda tylko, że zamiast zapałek wzięli kanister z benzyną. Pewnie nie podobała się harcerska rogatywka, chusta i wiersz zalaminowany domowym sposobem, do tej pory nieznanego dla nas autora , którego pamiętam już tylko początek ..."Jeszcze tydzień , miesiąc, dwa oddychałeś tak jak Ja, wzrok spragniony szukał góry....." [...]. I za każdym razem gdy z krzyża znikały te rekwizyty, natychmiast pojawiały się z powrotem..."